8 RAJD ELMOT – WYJĄTKOWA IMPREZA

„VIII RAJD ELMOT” – 1979r. – Klasyfikacja generalna

1. Błażej Krupa – Piotr Mystkowski – Renault 5
2. Andrzej Koper – Marek Pawłowski – Renault 5
3. Wacław Janowski – Henryk Krakowczyk – Fiat 128 SL

Wystartowało 55 załóg, rajd ukończyło 36 załóg.

Byłem komandorem a później dyrektorem dwudziestu trzech kolejnych „Rajdów Elmot” ale ten rajd zaowocował zupełnie nową konstrukcją trasy. Podobny, ale zawsze inny kształt trasy, miały następne rajdy do chwili kiedy przepisy krajowe zabroniły odwracania OS-ów.
Do roku 1979, wszystkie krajowe trasy rajdowe były mocno rozciągnięte, na dużej przestrzeni i właściwie składały się z jazdy okrężnej w kształcie koła lub pętli, kilkakrotnie przejeżdżanej przez zawodników w tym samym kierunku.
Trasa „8 Rajdu Elmot” była tak zaprojektowana, aby maksymalnie wykorzystać walory Odcinków Specjalnych, zgrupowanych na stosunkowo niewielkim obszarze.
Zawsze sam układałem trasę i wykonywałem logistykę wszystkich rajdów, którymi kierowałem, ponieważ uważałem to za najbardziej pasjonujące i strategiczne zadanie.
A teraz kilka podstawowych danych. Trasa rajdu wynosiła 609 km w tym 24 Odcinki Specjalne o łącznej długości 202 km. Rajd obsługiwało 8 ekip oesowych i 10 ekip pekacowych. W trasie występowały OS-y asfaltowe i asfaltowo-szutrowe.
Poza OS-em Włodowice – Świerki, wszystkie pozostałe były odwracane w czasie trwania rajdu. Dawało to w sumie 15 Odcinków Specjalnych o różnej konfiguracji i każdy z nich wymagał indywidualnego opisu.
Załogi startowały od godz 8.00 a przybywały na metę rajdu wieczorem.
Rajd był jednoetapowy i nie było w nim żadnej przerwy ani regrupingu. Punkty Kontroli Czasu nie poprzedzały każdego OS-u a regulaminowy czas przejazdu pomiędzy pekacami liczony był od PKC-u do PKC-u bez uwzględnienia godziny startu z OS-u. Przeciętna prędkość regulaminowa wynosiła 50km/godz.
Za każdą minutę spóźnienia otrzymywało się 60 punktów karnych !!!
Nawigacja w rajdzie o tak skomplikowanej trasie, sprawiała pilotom moc atrakcji.
Kto z zawodników uważał, że może odłożyć itinerer, często wjeżdżał na inny OS niż miał wjechać. A kto uczepił się poprzedzającej załogi, zapewniał sobie jazdę w „maliny”. Szczególnie wesoło było w Zagórzu Śląskim. W odległości 200 metrów od siebie zlokalizowano start do dwóch różnych OS-ów.
Serwowanie aut odbywało się w zwariowanym tempie. Każda załoga miała na to tyle czasu ile sobie wygospodarowała w czasie jazdy pomiędzy pekacami.
Ekipy serwisowe wędrowały po całej trasie rajdu a ułożenie planu serwisowania należało do bardzo poważnego zadania. Samochody woziły dziesiątki kanistrów z benzyną. Kto z zawodników miał kłopoty z żołądkiem, mógł liczyć na pewne spóżnienie na pekacu. Nie było lekko !!
Pomiar czasu prowadzony był za pomocą dużych urządzeń PRONTOGINES – z taśmą rejestrującą. Do każdego urządzenia otrzymywało się dodatkowy akumulator samochodowy. Taki zestaw był dosyć ciężki. Dublowanie pomiaru czasu odbywało się na profesjonalnych stoperach marki HEUER. Cały sprzęt pomiarowy przywoził z Zakładu Pomiaru Czasu z Krakowa, nieodżałowany inż. Stanisław Czarnek.
Łączność oesową i dyspozycyjną zapewniała jednostka wojskowa ze Strzegomia i Jeleniej Góry. Było z tym trochę kłopotów Akumulatory pamiętały czasy drugiej wojny światowej. W tych latach nie było kserografów, faksów, komputerów i komórek. Protokóły sędziowskie przywozili łącznicy w systemie sztafetowym. Wyniki liczono na arkuszach o długości jednego metra. Trzeba bylo zmieścić poziomo 16 pekaców i 24 OS-y, plus kupę innych danych. W liczeniu wyników dobrze się sprawdzali zawodowi rachmistrze.
Przez wiele lat obowiązywała w rajdach zasada, że w przypadku przerwania OS-u uniemożliwiającego dalszą jazdę pozostałym zawodnikom, OS należy odwołać i wyniki unieważnić.. Nie było żadnych uznaniowych czasów przejazdu przyznawanych przez ZSS. Każdy OS musiał być liczony od pierwszej do ostatniej załogi na trasie.
„8 RAJD ELMOT” był bardzo trudnym rajdem dla zawodników i organizatorów. Odbyły się wszystkie zaplanowane Odcinki Specjalne. Rajd przebiegał zgodnie z harmonogramem i programem czasowym.Pomimo wściekłej gonitwy na trasie rajdu, nie zanotowano żadnego poważniejszego wypadku. Zawodnicy przyjeżdżali na metę rajdu cholernie zmęczeni ale zadowoleni. Po prostu – rajd był mocną męską przygodą. Niestety, słowo RAJD straciło ostatnio swój pierwotny sens. A szkoda.
Aktualnie mamy wyścigi z czasem na kilku OS-ach a rajd można spokojnie obserwować w strefie serwisowej – przy kawie. grilu, monitorze i komórce przy uchu. A z załogami można robić wywiady na miejscu, kiedy serwisy ostro pracują przy samochodach Na dodatek w każdym rajdzie występują OS-y w których duża ilość załóg ma przyznane czasy decyzją ZSS. Ponieważ cały rajd przebiega zazwyczaj na trzech OS-ach pierwszego dnia i trzech drugiego dnia, powtarzanych trzykrotnie, zrobiło się nudno.Dożyłem kiepskich czasów. Rajdy stały się przygodą w temacie szukania sponsora. Reprodukowana mapka trasy rajdu była przeze mnie wykonana ręcznie, podobnie jak większość itinererów.

Andrzej Dobosz